Polska mamutem węglowym

Polska mamutem węglowym


– Z ubolewaniem trzeba stwierdzić, że prezydent Duda znowu pokazał, że nie odrobił lekcji z katastrofalnych skutków zmiany klimatu oraz globalnych przemian gospodarczych i technologicznych, które nabierają coraz większego tempa i nadal niczego się nie nauczył - komentuje Krzysztof Jędrzejewski, rzecznik polityczny Koalicji Klimatycznej.

– Szkoda, że prezydent Duda potwierdził to na arenie międzynarodowej, podczas tak ważnego wydarzenia, jakim był szczyt klimatyczny. Z pewnością nie po to został zaproszony, żeby wygłaszać okrągłe banały za którymi nie idą żadne istotne deklaracje działań i zmian. Mieliśmy nadzieję, że zadeklaruje, że Polska osiągnie neutralność klimatyczną do 2050 r., przyspieszone odchodzenie od węgla i redukcji CO2.  Polska miała doskonałą okazję, aby przyłączyć się w końcu do państw, którym zależy na ratowaniu świata przed katastrofą klimatyczną, jak również na tworzeniu nowego i nowoczesnego modelu gospodarczego – zrównoważonego i opartego na innowacyjnych i zielonych technologiach, które zagwarantują stabilne miejsca pracy.Niestety prezydent Duda potwierdził tylko, że Polska nadal jest „czarnym Piotrusiem" polityki klimatycznej i zakładnikiem lobby węglowego, nierozumiejącym zagrożeń i przemian, ale również szans i korzyści rozwoju, jakie daje odejście od „business as usual". Opowieści prezydenta Dudy o aktywnej roli Polski w polityce klimatycznej, naszych osiągnięciach w redukcji CO2 i leśnych gospodarstwach węglowych brzmiały, jak serwowane na okrągło, odgrzewane i niestrawne kotlety. A chwalenie się podpisanym wczoraj irracjonalnym porozumieniem o wydobywaniu węgla do 2049 roku, zaiste zabrzmiało wręcz jak chory żart. Może prezydent Duda pomylił spotkania. Był na szczycie klimatycznym, a nie na mitingu lobby węglowego – komentuje Krzysztof Jędrzejewski, rzecznik polityczny Koalicji Klimatycznej.

– Słuchając prezydenta odnosi się wrażenie, że głównym osiągnięciem Polski jest organizacja trzech szczytów klimatycznych i udział w wypełnieniu unijnych celów klimatycznych. Zaskakujące, biorąc pod uwagę, że do tej pory Polska nie zaakceptowała najważniejszego, czyli osiągnięcia neutralności klimatycznej najpóźniej do 2050 roku. Informacja o planie utrzymania wydobycia węgla do roku 2049 to nie sukces, a powód do wstydu. Niezrozumiałe jest też stawianie wśród działań na rzecz klimatu Inicjatywy Trójmorza, w ramach której Polska chce na potęgę rozbudowywać infrastrukturę gazową. Gaz jest paliwem kopalnym prawie tak samo szkodliwym jak węgiel, a budowane dziś terminale LNG, rurociągi czy elektrownie gazowe jak Ostrołęka C zamkną nas w uzależnieniu od tego paliwa na dekady. Zamiana węgla na gaz to nie zielona transformacja tylko skok z patelni w ogień. Nie uratuje nas też dawno zdyskredytowany polski pomysł „eksportowy", czyli leśne gospodarstwa węglowe, które w 30 lat nie zdołałyby pochłonąć nawet 1/300 rocznych emisji kraju. Uniknięcie katastrofy klimatycznej wymaga odejścia od wszystkich paliw kopalnych, redukcji zapotrzebowania na energię czy zaprzestania wycinania bezcennych lasów. Prezydent wydaje się tego nie rozumieć, podobnie jak tego, że udział w szczytach klimatycznych i Porozumieniu Paryskim to coś więcej, niż dyplomatyczna formalność i okazja do politycznego greenwashingu – tłumaczy Diana Maciąga z Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, ekspertka Koalicji Klimatycznej.

Polska mamutem węglowym


– Przyszłość należy do krajów, które rozpoznają wcześniej, że zielona transformacja i zero emisyjny rozwój stanowią szanse na innowacje, zielone miejsca pracy, przede wszystkim zadbanie o nasze dzieci i wnuki. Z wystąpienia Prezydenta Andrzeja Dudy wynika niestety, że Polska jak do tej pory ciągle żyje w świecie paliw kopalnych i zamiast starać się jak najszybciej od nich odejść i dać szansę na przyjazną klimatowi przyszłość, robi wszystko, aby jak najdłużej utrzymać wydobycie węgla nawet do roku 2049, a zobowiązać się jedynie do redukcji gazów cieplarnianych w 18% w okresie 2010 - 2030. Jak do tej pory nasz kraj nie ogłosił całkowitego odejścia od węgla w energetyce, a musimy to zrobić do 2030 roku. Patrząc na deklarację prezydenta Biden 52% redukcji gazów cieplarnianych, ambicja Polski wygląda wstydliwie. Polska ma szansę na poprawę efektywności energetycznej co najmniej o 1/3, a energetyka odnawialna mogłaby w roku 2030 osiągnąć udział co najmniej 40%. Pokładanie nadziei na zastąpienie energetyki węglowej (obecnie ponad 30 GW mocy zainstalowanej), jądrową jest mrzonką. Powstanie pierwszej elektrowni jądrowej o mocy 1-1,6 GW, jeżeli w ogóle powstanie, za 15-20 lat, czyli ok. 2040 roku, kiedy powinniśmy już osiągnąć neutralność klimatyczną oznacza wydanie ogromnych środków na technologiczne stare rozwiązanie i prowadzące do wysokich kosztów energii elektrycznej, wpływając niekorzystanie na konkurencyjność polskiej gospodarki oraz wzrost ubóstwa energetycznego. Zmiana w Polsce modelu z energetyki zcentralizowanej na rozproszoną, demokrację energetyczną w pełni wykorzystującą odnawialną energetykę, magazynowanie i ogromną poprawę efektywności prowadzi do budowania bezpieczeństwa energetycznego od dołu. Pozwoliłoby to na nie nazywanie Polski mamutem węglowym, ale nawiązać do naszego godła, czyli kraju szybującego wysoko jak biały orzeł widząc przyszłość z lotu ptaka, a nie z poziomu kopalni odkrywkowej węgla brunatnego – komentuje dr Andrzej Kassenberg z Instytutu na rzecz Ekorozwoju, ekspert Koalicji Klimatycznej.

Ta strona korzysta z plików cookie (tzw. ciasteczka) w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie zmieniając ustawienia w swojej przeglądarce. Dowiedz się więcej