Negocjacje klimatyczne w Bonn II - Zmiana klimatu negocjacji
dodano: 2010-07-19
Jesteśmy w połowie drogi między porażką Kopenhagi a kolejną konferencją klimatyczną, która pod koniec 2010 r. odbędzie sięw Cancun. Kuluarowe dyskusje pokazują, że w przeciwieństwie do sytuacji z 2009 r., oczekiwania wobec COP 16 nie są wysokie.
Czerwcowa sesja negocjacyjna w Bonn toczyła się w bardziej konstruktywnej atmosferze niż spotkanie kwietniowe, które koncentrowało się na sprawach proceduralnych i możliwych sposobach powrotu do spójnego toku rozmów. Powoli zostawiamy za sobą chaos Kopenhagi. W wypowiedziach negocjatorów widać było ostrożny optymizm i chęć dyskusji o sprawach merytorycznych. W znacznym stopniu ucichły też wątpliwości, czy ONZ jest właściwym forum negocjacji w sprawie ochrony klimatu i adaptacji do jego zmian.
W negocjacjach widać postęp. Przewodniczący grupy roboczej do spraw długofalowej współpracy w ramach Konwencji jeszcze przed spotkaniem przedstawił projekt dokumentu, który mógł stać się podstawą do dalszych rozmów i uzgodnień. Niemal wszystkie elementy deklaracji z Kopenhagi włączono do przedstawionego tekstu, co pozwoliło zintegrować proces negocjacyjny i poddać korekcie kurs negocjacji. Po wielu dyskusjach, ostatniego dnia sesji, przedstawiono kolejną wersję dokumentu - bardziej uporządkowaną. Doceniono wagę finansów, tworząc dla nich nowy rozdział. O faktycznym postępie można jednak mówić tylko w kilku sprawach technicznych: zarządzaniu funduszami klimatycznymi czy zasadach raportowania działań redukcyjnych krajów rozwijających się.
W negocjacjach widać postęp. Przewodniczący grupy roboczej do spraw długofalowej współpracy w ramach Konwencji jeszcze przed spotkaniem przedstawił projekt dokumentu, który mógł stać się podstawą do dalszych rozmów i uzgodnień. Niemal wszystkie elementy deklaracji z Kopenhagi włączono do przedstawionego tekstu, co pozwoliło zintegrować proces negocjacyjny i poddać korekcie kurs negocjacji. Po wielu dyskusjach, ostatniego dnia sesji, przedstawiono kolejną wersję dokumentu - bardziej uporządkowaną. Doceniono wagę finansów, tworząc dla nich nowy rozdział. O faktycznym postępie można jednak mówić tylko w kilku sprawach technicznych: zarządzaniu funduszami klimatycznymi czy zasadach raportowania działań redukcyjnych krajów rozwijających się.
[fot. Urszula Stefanowicz]
Kraje rozwijające się skrytykowały nowy tekst jako niewystarczająco równoważący stanowiska. Zgłaszały liczne poprawki, ale wersja z ostatniego dnia bardzo je rozczarowała. Wiele krajów rozwijających się wyraziło oburzenie, że w nowej wersji nie tylko nie przywrócono równowagi, ale pojawiły się kolejne elementy pogłębiające jej brak.
Ich zdaniem, nowy tekst ułatwia krajom rozwiniętym ucieczkę od zobowiązań,a jednocześnie zwiększa obowiązki krajów rozwijających się. Przykład - usunięto paragraf mówiący o tym, że kraje rozwinięte, które podpisały Protokół z Kioto, muszą zobowiązania realizować w drugim okresie wdrażania Protokołu, a te które nie podpisały, wpisać zobowiązania do Konwencji. Zaakceptowanie tej zmiany oznaczałoby, że kraje rozwinięte nie przewidują kontynuacji Protokołu. Wolałyby pozostać przy dobrowolnych deklaracjach, które są nieadekwatne do wskazań naukowych. Potencjalnie prowadzi to do wzrostu średniej temperatury globalnej na poziomie trzech-czterech stopni.
Wyobraźmy sobie sytuację, w której kraje rozwinięte będą miały tylko dobrowolne zobowiązania i będą się rozliczały wyłącznie z nich, a nie z tego, czy deklarowane redukcje są wystarczające i czy ich zaangażowanie jest porównywalne do poziomu działań innych krajów. Wyniki z pewnością nie osiągną poziomu redukcji wymaganego przez naukę. Ostatnio w czasopiśmie Nature ukazał się tekst wskazujący, że obecne deklaracje nie tylko nie zapewniają redukcji emisjiw skali globalnej, lecz także po odjęciu wszystkich luk w obecnych zapisach i uwzględnieniu uprawnień przeniesionych z wcześniejszego okresu rozliczeniowego sumują się na poziomie sześciu proc. wzrostu emisji do 2020 roku! Zmniejszenie emisji nastąpi jedynie w przypadku realizacji najbardziej optymistycznego scenariusza, ale nawet wtedy możemy liczyć do 2020 r. jedynie na około15 proc. redukcji. A to dużo mniej niż 25-40 proc., które zdaniem naukowców są niezbędne, by uniknąć katastrofy.
Niektórzy negocjatorzy wyrażają opinię, że rozmowy w ramach ścieżki dotyczącej Protokołuz Kioto (AWG KP) postępują szybciej niż w ramach ścieżki długofalowej współpracy (AWG LCA). Jednak czerwcowe spotkanie nie przyniosło znaczących zmian, jeśli chodzi o ścieżkę KP. Wiele krajów czeka na Stany Zjednoczone, które nie chcą podejmowania rzeczywistych zobowiązań,a jednocześnie w wielu elementach narzucają własny punkt widzenia. Silnie naciskają na system dobrowolnych deklaracji.
Ci, którzy od dawna obserwują negocjacje klimatyczne, mogą zauważyć podobieństwa miedzy obecną sytuacja a tą z 1997 r., kiedy wszystkie elastyczne mechanizmy z CDM na czele wprowadzono po to, by Stany Zjednoczone zaakceptowały prawnie wiążące rozwiązania.A wszyscy wiemy, że w końcu nie znalazły się wśród sygnatariuszy Protokołu. Czy to oznacza, że Unia Europejska nie powinna już czekać na amerykańskie ustawy, zanim zrobi krok do przodu? Czy pozostałe kraje rozwinięte powinny uzależniać działania od polityki Stanów Zjednoczonych?
Organizacje pozarządowe mówią, że potrzebne jest przełamanie impasu. A przede wszystkim potrzebni są nowi liderzy, którzy będą pamiętać o potrzebach najbiedniejszych i najbardziej narażonych na negatywne skutki zmian klimatu. Twierdzą, że wszyscy musimy domagać się pozytywnego przywództwa od Europy, która jak dotąd sporo mówi, ale za mało robi.
Wiele krajów rozwijających się zadeklarowało gotowość zmniejszenia emisji, mimo że nie maja jeszcze takich zobowiązań. Dokonały tego w nadziei na zbudowanie zaufania między stronami negocjacji. Jednak nadal widać, że zaufania brakuje. Atmosfera rozmów się poprawia,a negocjatorzy zaczęli rozmawiać o konkretach, ale nadal wszyscy sprawy kluczowe omijają szerokim łukiem.
Niektórzy negocjatorzy wyrażają opinię, że rozmowy w ramach ścieżki dotyczącej Protokołuz Kioto (AWG KP) postępują szybciej niż w ramach ścieżki długofalowej współpracy (AWG LCA). Jednak czerwcowe spotkanie nie przyniosło znaczących zmian, jeśli chodzi o ścieżkę KP. Wiele krajów czeka na Stany Zjednoczone, które nie chcą podejmowania rzeczywistych zobowiązań,a jednocześnie w wielu elementach narzucają własny punkt widzenia. Silnie naciskają na system dobrowolnych deklaracji.
Ci, którzy od dawna obserwują negocjacje klimatyczne, mogą zauważyć podobieństwa miedzy obecną sytuacja a tą z 1997 r., kiedy wszystkie elastyczne mechanizmy z CDM na czele wprowadzono po to, by Stany Zjednoczone zaakceptowały prawnie wiążące rozwiązania.A wszyscy wiemy, że w końcu nie znalazły się wśród sygnatariuszy Protokołu. Czy to oznacza, że Unia Europejska nie powinna już czekać na amerykańskie ustawy, zanim zrobi krok do przodu? Czy pozostałe kraje rozwinięte powinny uzależniać działania od polityki Stanów Zjednoczonych?
Organizacje pozarządowe mówią, że potrzebne jest przełamanie impasu. A przede wszystkim potrzebni są nowi liderzy, którzy będą pamiętać o potrzebach najbiedniejszych i najbardziej narażonych na negatywne skutki zmian klimatu. Twierdzą, że wszyscy musimy domagać się pozytywnego przywództwa od Europy, która jak dotąd sporo mówi, ale za mało robi.
Wiele krajów rozwijających się zadeklarowało gotowość zmniejszenia emisji, mimo że nie maja jeszcze takich zobowiązań. Dokonały tego w nadziei na zbudowanie zaufania między stronami negocjacji. Jednak nadal widać, że zaufania brakuje. Atmosfera rozmów się poprawia,a negocjatorzy zaczęli rozmawiać o konkretach, ale nadal wszyscy sprawy kluczowe omijają szerokim łukiem.
Przedstawiciele Climate Action Network, oceniając wyniki posiedzenia w Bonn podczas ostatniej w tej sesji konferencji prasowej, użyli wielu porównań do piłki nożnej, nawiązując do toczących się mistrzostw świata: Boisko było gotowe i piłka jest znowu w grze. Niestety jak dotąd jest to w przeważającej mierze gra defensywna i nie ma goli. A niektóre drużyny ciągle dyskutują nad tym, czy wychodzenie z przebieralni na boisko jest niezbędną częścią gry. To porównanie dobrze oddaje atmosferę negocjacji.
Spotkanie, o czym nie powinniśmy zapominać, było ostatnim dla Yvo de Boera w roli Sekretarza Wykonawczego Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych. Dał on stronom negocjacji kilka rad, które warto przemyśleć i zapamiętać. Opowiedział się mocno za drogą zasady przed liczbami. Stwierdził, że dla wielu negocjatorów celem głównym jest wiążące porozumienie, ale dla każdej grupy wiążące porozumienie zdaje się znaczyć co innego. Może zatem wybór formy i wielkości zobowiązań poprzedzić solidną debatą na temat zasad. Podkreślił też, że nie możemy dłużej czekaćz podjęciem zdecydowanych działań, a także, że powinniśmy przemyśleć faktyczną formę i rolę toczących się negocjacji i nauczyć rozróżniać sprawy techniczne od politycznych. Są sprawy, których nie można rozwiązać z udziałem 15 tys. osób w jednym pomieszczeniu… Yvo de Boer mówił o ważnej roli obserwatorów oraz potrzebie zaufania dla nauki. Na koniec zostawił szczyptę optymizmu – przypomniał, że przeszkody i porażki nie powstrzymały sukcesów Rio, Kioto i Bali. Powinniśmy więc trzymać kciukii robić wszystko, by i tym razem nie powstrzymały nas zbyt długo…
Urszula Stefanowicz
Sekretariat Koalicji Klimatycznej
Urszula Stefanowicz
Sekretariat Koalicji Klimatycznej
« powrót
























